czwartek, 20 września 2007
kasia, jacek, ewelina
... i znowu w Manali, po nocnej (!!!) przeprawie przez Himalaje odpoczywamy i pozytywnie wibrujemy z najlepszym hotelu w Indiach- Hotelu Greenland...
Warto tutaj wspomniec, ze nie jest to zwykly hotel:
Pokoj nr 1- Austryjak ze swoim hinduskim przyjacielem podlaczaja nowe CD,
Pokoj nr 2- przemytnicy diamentow z (uwaga) Radzykistanu, rozdajacy drogocenne kamienie za talerz zupy czosnkowej,
Pokoj nr 3- boss Hotelu Greenland w jakuzzi, uwielbiajacy ciastka.
Pokoj nr 4- malzenstwo z wysoka blondynka...
Pokoj nr 5- Wloch mieszkajacy w Hotelu Greenland od ponad 30 lat!
To nie jest zart, ten scenariusz napisalo zycie.
Scenariusz naszej nowej produkcji Ocochodzi pod tajemniczym tytulem "Hotel Greenland".
Czeski film ;D Dlatego mile widziani Czesi na planie! :D
Juz wkrotce na ekranach kin!
Pozdrawiam :D
p.s. A wy tam na froncie odezwijcie sie!
Warto tutaj wspomniec, ze nie jest to zwykly hotel:
Pokoj nr 1- Austryjak ze swoim hinduskim przyjacielem podlaczaja nowe CD,
Pokoj nr 2- przemytnicy diamentow z (uwaga) Radzykistanu, rozdajacy drogocenne kamienie za talerz zupy czosnkowej,
Pokoj nr 3- boss Hotelu Greenland w jakuzzi, uwielbiajacy ciastka.
Pokoj nr 4- malzenstwo z wysoka blondynka...
Pokoj nr 5- Wloch mieszkajacy w Hotelu Greenland od ponad 30 lat!
To nie jest zart, ten scenariusz napisalo zycie.
Scenariusz naszej nowej produkcji Ocochodzi pod tajemniczym tytulem "Hotel Greenland".
Czeski film ;D Dlatego mile widziani Czesi na planie! :D
Juz wkrotce na ekranach kin!
Pozdrawiam :D
p.s. A wy tam na froncie odezwijcie sie!
Kasia
Indie - napis staje sie coraz to bardziej dekoracyjny, napis z potokow gorskich, chmur, cekinow, dzwieku modlitewnych mlynkow.
Sumur - cudowna przestrzen przepleciona rzeka Shyok, pistacjowa zielen, spiewajacy ludzie przy pracy w polu, pielgrzymi wedrujacy z wielkimi snopami siana na plecach a to wszystko w rytm spokojnej piosenki. Bagnisty Sumur ktorego podmokle ziemie chca nas tu zatrzymac. Po kolana zapadamy sie w szaro - zielonej masie, cieszymy sie tym wszystkim jak dzieci. Sumur - wydmy, mknaca przed siebie woda, pies przed ktorym uciekamy bo zaklucilismy bezpieczenstwo jego stada, ogromne byki o siersci lsniacej i smolistej. Tutaj jestesmy tak blisko gwiazd - nie ma miejsca w ktorym byloby ich wiecej.
Indie - napis usypany z prazonego ryzu z anyzem, napis z kretych himalajskich drog, ktorymi cierpliwie, sennie, wypatrujaco podazamy dalej...
Droga z Leh do Manali - dluga, spiralna, minibus podskakuje na kazdym kamieniu a my wraz z nim nad przepascia. Przed nami mniszka w modlitwie zanurzona i juz nie boje sie o nasz los.
Noca reflektory busa oswietlaja droge, fragmenty drzew i biale stupy, ktore na moment wyjscia z ciemnosci nocy jawia sie niczym duchy.
Manali - pranie na dachu - jak bardzo ciesza mnie proste czynnosci...
Sumur - cudowna przestrzen przepleciona rzeka Shyok, pistacjowa zielen, spiewajacy ludzie przy pracy w polu, pielgrzymi wedrujacy z wielkimi snopami siana na plecach a to wszystko w rytm spokojnej piosenki. Bagnisty Sumur ktorego podmokle ziemie chca nas tu zatrzymac. Po kolana zapadamy sie w szaro - zielonej masie, cieszymy sie tym wszystkim jak dzieci. Sumur - wydmy, mknaca przed siebie woda, pies przed ktorym uciekamy bo zaklucilismy bezpieczenstwo jego stada, ogromne byki o siersci lsniacej i smolistej. Tutaj jestesmy tak blisko gwiazd - nie ma miejsca w ktorym byloby ich wiecej.
Indie - napis usypany z prazonego ryzu z anyzem, napis z kretych himalajskich drog, ktorymi cierpliwie, sennie, wypatrujaco podazamy dalej...
Droga z Leh do Manali - dluga, spiralna, minibus podskakuje na kazdym kamieniu a my wraz z nim nad przepascia. Przed nami mniszka w modlitwie zanurzona i juz nie boje sie o nasz los.
Noca reflektory busa oswietlaja droge, fragmenty drzew i biale stupy, ktore na moment wyjscia z ciemnosci nocy jawia sie niczym duchy.
Manali - pranie na dachu - jak bardzo ciesza mnie proste czynnosci...
wtorek, 18 września 2007
ewelinnn
...w drodze... Ala, Pawel, Olek, Kasia, Jacek i ja, kilku ludzi, ktorzy wrzuceni zostali w przedziwna machine zwana Indiami.
Jacek- "co chwile ukazuje mi sie, wielki czerwony neon z napisem INDIE" - ma racje, mysle.
Po chwili neon ukazuje sie takze i mnie.
Tanglang La- powzej 5 tys mnp, teraz nie pamietam- tutaj szczegoly sa malo wazne- neon ukazuje sie i swieci jasnym, czerwonym swiatlem.
Jeep- siedze na przednim siedzeniu obok kierowcy nucacego indyjskie piesni, doly, wertepy, podskakujacy Kasia z Jackiem na tylnym siedzeniu, neon ukazuje sie znowu.
Sumur- wioska na polnocy Himalajow w tzw. Dolinie Kwiatow- brniemy po kolana w blocie, kapiemy nasze stopy w rzece Nubra, obserwujemy slady weza na piasku, rzezbie w piasku twarz kobiety, zbieram kamienie, uciekam przed psem braniacym stada krow, czy tez owiec ("tutaj szczegoly sa malo wazne")... INDIE.
Manali- oaza spokoju, Hindus powtarzajay slowa "LOVE- Lack of sorrow, Ocean of tears, Valey of death & End of Life"... jutro znow tam bede...
Jacek- "co chwile ukazuje mi sie, wielki czerwony neon z napisem INDIE" - ma racje, mysle.
Po chwili neon ukazuje sie takze i mnie.
Tanglang La- powzej 5 tys mnp, teraz nie pamietam- tutaj szczegoly sa malo wazne- neon ukazuje sie i swieci jasnym, czerwonym swiatlem.
Jeep- siedze na przednim siedzeniu obok kierowcy nucacego indyjskie piesni, doly, wertepy, podskakujacy Kasia z Jackiem na tylnym siedzeniu, neon ukazuje sie znowu.
Sumur- wioska na polnocy Himalajow w tzw. Dolinie Kwiatow- brniemy po kolana w blocie, kapiemy nasze stopy w rzece Nubra, obserwujemy slady weza na piasku, rzezbie w piasku twarz kobiety, zbieram kamienie, uciekam przed psem braniacym stada krow, czy tez owiec ("tutaj szczegoly sa malo wazne")... INDIE.
Manali- oaza spokoju, Hindus powtarzajay slowa "LOVE- Lack of sorrow, Ocean of tears, Valey of death & End of Life"... jutro znow tam bede...
Kasia
Indie - nie swietlisty neon lecz napis usypany z barwnych przypraw ktorych nazwa brzmi jak zaklecie, z henny, potu, siersci krow - napis, ktory pomalu, z cierpliwoscia tworzy sie pod powiekami. Delhi - obok handlarza siedzacego na brudnym kocu, w zgielku ulicy lezy zawiniatko z ktorego szczelnego splotu wychyla sie dziecieca nozka. dlaczego tutaj nie placze gdy na kazdym kroku widze nedzee, biede, poranione, wychudzone psy - gdy leeza w palacym sloncu nawet nie wiem czy zyja. Tutaj nie placze...A jadenak lza o swicie w Delhi, dach, cudowna aromatyczna kawa, budza sie ludzie o spojrzeniu, ktore przenika na wskros (zawsze patrza prosto w oczy). Budza sie, rodza wykluwajac ze splotow materialow w ktorych spia. Budza sie, machaja mi, skaczaca na skakance dziewczynka usmiecha sie tak szczerze i promiennie - dziecko slonca, dzieecko kurzu ulic Delhi, dziecko mdlacego zapachu indyjskich potraw.
Leh - dwie krowie glowy lezace na stoisku z miesem...Leh - miasto otoczone murem gor. Leh do ktorego droga byla kamienista; owa sila emanujaca z majestatu gor sprawiala, ze zawroty glowy, bol zoladka, mdlosci, zmeczenie udalo sie pokonac. W Indiach cierpienie odczuwa sie w calkowicie nowy i odmienny spopsob...
Indie - napis usypany z kamieni, odpadkow, czerwonych kwiatow odkrytych noca przy drodze.
Manali - miejsce gdzie przed hotelem rozmawiam z przyjacielem - Hindusem i kolejna lza gdyz nikt do tej pory nie przemawial do mniee tak pieknie , tak czysto, tak prosto i szczerze. Mowil o jabloniach w sadzie. Przyjaciel ten wieczorem przekaze nam dwie definicje - przyjazni i milosci.
Manali - dach na ktorym oczekujemy burzy. Mrok nadciaga powoli. Skonczylo sie krotkim deszczem choc czulam, ze wody monsunu zlacza mniee z Indiami na zawsze.
Indie - napis usypany z odchodow i bizuterii, napis za ktorym kryje sie cos tak pociagajacego...tu wszystko fascynuje.
Manali - modlitwa pod glazem w klasztorze, dotkniecie kamiennych stop na oltarzu i podzieka.
W ogrodach klasztornych stare kobiety z na wpol sniacymi krolikami w objeciach - sposob na chleb.
Leh - dwie krowie glowy lezace na stoisku z miesem...Leh - miasto otoczone murem gor. Leh do ktorego droga byla kamienista; owa sila emanujaca z majestatu gor sprawiala, ze zawroty glowy, bol zoladka, mdlosci, zmeczenie udalo sie pokonac. W Indiach cierpienie odczuwa sie w calkowicie nowy i odmienny spopsob...
Indie - napis usypany z kamieni, odpadkow, czerwonych kwiatow odkrytych noca przy drodze.
Manali - miejsce gdzie przed hotelem rozmawiam z przyjacielem - Hindusem i kolejna lza gdyz nikt do tej pory nie przemawial do mniee tak pieknie , tak czysto, tak prosto i szczerze. Mowil o jabloniach w sadzie. Przyjaciel ten wieczorem przekaze nam dwie definicje - przyjazni i milosci.
Manali - dach na ktorym oczekujemy burzy. Mrok nadciaga powoli. Skonczylo sie krotkim deszczem choc czulam, ze wody monsunu zlacza mniee z Indiami na zawsze.
Indie - napis usypany z odchodow i bizuterii, napis za ktorym kryje sie cos tak pociagajacego...tu wszystko fascynuje.
Manali - modlitwa pod glazem w klasztorze, dotkniecie kamiennych stop na oltarzu i podzieka.
W ogrodach klasztornych stare kobiety z na wpol sniacymi krolikami w objeciach - sposob na chleb.
Alicja
Nowe Paranoidalne Delhi
miasto-demon, odnajduje w czlowieku jego najciemniejsze strony i poteguje w nieskonczonosc...w delhi nie czuje sie bezpiecznie, zewszad groza mi roznorakie niebezpieczenstwa: ludziepoliozwierzetamebymalariajadlowodowstretiinne, wszechobecny brud, mycie zebow kola ....w nowym wspanialym Delhi nalezy poruszac sie slalomem, lawirowac miedzy psamiludzmimalpami, miedzy odchodami psowludzimalp, slizgac na swietych krowich plackach..beztroskie wzniesienie glowy ku niebu z zamknietymi oczyma niewykonalne....jedyne co moge zrobic w Delhi to ...
czym predzej przed nim uciec....
miasto-demon, odnajduje w czlowieku jego najciemniejsze strony i poteguje w nieskonczonosc...w delhi nie czuje sie bezpiecznie, zewszad groza mi roznorakie niebezpieczenstwa: ludziepoliozwierzetamebymalariajadlowodowstretiinne, wszechobecny brud, mycie zebow kola ....w nowym wspanialym Delhi nalezy poruszac sie slalomem, lawirowac miedzy psamiludzmimalpami, miedzy odchodami psowludzimalp, slizgac na swietych krowich plackach..beztroskie wzniesienie glowy ku niebu z zamknietymi oczyma niewykonalne....jedyne co moge zrobic w Delhi to ...
czym predzej przed nim uciec....
18 wrzesnia
W himalajskim miasteczku Leh
Siedzac przy komputerze w kafejce znajdujacej sie przy jednej z bocznych ulic odchodzacych od Main Bazzar, wszedlem na Wirtualna Polske. W okamgnieniu przenioslem sie w sam srodek polskiej polityki, czyli sztuki obrzucania sie blotem.
Oh, gdyby tak jednemu i drugiemu zarzucic plecak i wyslac wlasnie w jedno z takich miejsc jak to, w ktorym sie znajduje, przekulac przez przeleczne na wysokosci 5 tys metrow npm, pokazac jak zyja ludzie, moze nabraliby odrobine pokory i troche powazniej nas traktowali. Gdyby jeszcze poczuli na swych wychuchanych organizmach skutki choroby wysokosciowej, szybkoby nasza polityka wytrzexwiala.
Brak im dystansu, po czubek glow zanurzeni sa w walke o wladze lub jej utrzymanie. Nie ma ludzi, sa tylko wyborcy, nie ma granic - dziadek w Wermahcie, noga prostytutki, czy dwoja z religii. Niech to szlag. Wpisalem adres skrzynki mailowej i poczulem , ze nie chce wracac. Taka mentalna emigracja. Bezwstydnicy z XIX wiecznymi homofobicznymi umyslami - "panstwo", "narod".
Basta.
A szczyty osniezonych siedmiotysiecznikow spogladaly na mnie z politowaniem. Nabierz dystansu, jestes tu i teraz w krainie Ladakhu, tybetanskich mnichow i starozytnych gomp. Magia barw, niebieskie niebo skontrastowane z ksiezycowa kraina.
Cos o nas: postanowilismy, ze blog prowadzic beda wszyscy uczestnicy wyprawy, potem cos z tym zrobimy. Tak wiec Indie opisywane beda z roznych perspektyw.
Siedzac przy komputerze w kafejce znajdujacej sie przy jednej z bocznych ulic odchodzacych od Main Bazzar, wszedlem na Wirtualna Polske. W okamgnieniu przenioslem sie w sam srodek polskiej polityki, czyli sztuki obrzucania sie blotem.
Oh, gdyby tak jednemu i drugiemu zarzucic plecak i wyslac wlasnie w jedno z takich miejsc jak to, w ktorym sie znajduje, przekulac przez przeleczne na wysokosci 5 tys metrow npm, pokazac jak zyja ludzie, moze nabraliby odrobine pokory i troche powazniej nas traktowali. Gdyby jeszcze poczuli na swych wychuchanych organizmach skutki choroby wysokosciowej, szybkoby nasza polityka wytrzexwiala.
Brak im dystansu, po czubek glow zanurzeni sa w walke o wladze lub jej utrzymanie. Nie ma ludzi, sa tylko wyborcy, nie ma granic - dziadek w Wermahcie, noga prostytutki, czy dwoja z religii. Niech to szlag. Wpisalem adres skrzynki mailowej i poczulem , ze nie chce wracac. Taka mentalna emigracja. Bezwstydnicy z XIX wiecznymi homofobicznymi umyslami - "panstwo", "narod".
Basta.
A szczyty osniezonych siedmiotysiecznikow spogladaly na mnie z politowaniem. Nabierz dystansu, jestes tu i teraz w krainie Ladakhu, tybetanskich mnichow i starozytnych gomp. Magia barw, niebieskie niebo skontrastowane z ksiezycowa kraina.
Cos o nas: postanowilismy, ze blog prowadzic beda wszyscy uczestnicy wyprawy, potem cos z tym zrobimy. Tak wiec Indie opisywane beda z roznych perspektyw.
niedziela, 16 września 2007
piątek, 14 września 2007
14 wrzesnia
Po dwoch dniach przedzierania sie przez majestatyczne Himalaje dotarlismy do celu - Ladakh. Nie obylo sie bez niespodzianek, ale gdyby nie one wszystko przypominaloby przejaskrawiony obrazek. Otoz kazdego z nas po czesci dosiegla choroba wysokosciowa (moze z wyjatkiem Eweliny). Wczorajszy nocleg spedzilismy w Sarchu - niezwykle dziwnym miejscu. Po calym dniu spedzonym w samochodzi dojechalismy do obozu namiotow (prad byl z agregatu - chwilami) i tam w himalajskiej scenerii z rozgwiezdzonym niebem walczylismy z objawami przebywania na wysokosci ponad 4000 m npm. Nie powiem, najwiecej problemow miala Alicja, drugie miejsce przypada mnie. O samych widokach, drodze, smolarzach (grupy umorusanych pracownikow probujacych latac niszczona przez nature droge) dlugo by opowiadac. Jak znajde szybszy net to przesle na bloga zdjecia. Po prostu niemozliwe, jednorazowe, nie dajace sie ogarnac. W Ladakhu (konkretnie Lehu) zauwazylismy zolnierzy. Coz...200 km na pn toczy sie wojna, tu jest jednak calkiem spokojnie. Mieszkamy w guest hausie muzulmanskiej rodziny - trzy male pokoiki na dachu z widokiem na szczyty. Zostaniemy tu chyba do srody - potem do Darmasali i wioski dalejlamy. Pozdrowienia z innego swiata
środa, 12 września 2007
zdjecia
12 wrzesnia
Wciaz w Manali. Wstalismy dzisiaj troszke pozniej - wspaniale spi sie w Himalajach. I niczym Hidnusi odruchowo udalismy sie na dach budynku - gdzie, jak zauwazylismy, toczy sie zycie z podobnym natezeniem jak na ulicach. Dachy budynkow odgrywaja role tarasow, gdzie po srodku wznosza sie czesto, tak jak w przypadku naszego hotelu, drewniane chatki (kuchnie). Na dachu spi sie, gotuje, odpoczywa. Tak wiec rano udalismy sie na dach z widokiem na himalajskie szczyty i spozylismy ...jajecznice (zrobiona naszymi polskimi rekami). Jajecznice probowaly jednak i hinduskie gardla, ktore przyzwyczajone do potraw pikantnych i bardzo przyprawionych, mimo wszystko docenily walory polskiej kuchni - przynajmniej nie dali po sobie poznac.
Dziaisj zalatwilismy jeepa, ktorym jutro o 6:30 rano wyjedziemy w strone Lechu - wysokich Himalajow. Droga potrwa okolo 2 dni - w sumie w wysokich gorach planujemy pozostac okolo 6 dni. A jest co ogladac. Poczawszy od tybetanskich gomp, ze starozytnymi bibliotekami, wiosek tybetanskich uchodzcow, az po osniezone szczyty 7 - tysiecznikow. Nie wiem czy bedzie tam internet (podobno nawet prad jest luxusem). Nie musimy sie tez obawiac frontu pakistansko - indyjskiego, gdyz on przebiega na wysokosci Kargilu - a wiec nieco wyzej.
Klimat jest wspanialy - cokolwiek bym nie napisal i tak nie odda to naszego zdziwienia. Sam przed wyjazdem czytalem sporo o tym czego sie tutaj spodziewac, lecz to, co faktycznie zobaczylismy przeroslo wszelkie proby webalizacji wrazen.
Dziaisj zalatwilismy jeepa, ktorym jutro o 6:30 rano wyjedziemy w strone Lechu - wysokich Himalajow. Droga potrwa okolo 2 dni - w sumie w wysokich gorach planujemy pozostac okolo 6 dni. A jest co ogladac. Poczawszy od tybetanskich gomp, ze starozytnymi bibliotekami, wiosek tybetanskich uchodzcow, az po osniezone szczyty 7 - tysiecznikow. Nie wiem czy bedzie tam internet (podobno nawet prad jest luxusem). Nie musimy sie tez obawiac frontu pakistansko - indyjskiego, gdyz on przebiega na wysokosci Kargilu - a wiec nieco wyzej.
Klimat jest wspanialy - cokolwiek bym nie napisal i tak nie odda to naszego zdziwienia. Sam przed wyjazdem czytalem sporo o tym czego sie tutaj spodziewac, lecz to, co faktycznie zobaczylismy przeroslo wszelkie proby webalizacji wrazen.
wtorek, 11 września 2007
11 wrzesnia
To co zobaczylismy przekroczylo wszelkie nasze oczekiwania. Moze stad wlasnie dwudniowe opoznienie. Szok byl tak duzy, ze przez pewien czas nie moglismy wlasciwie podjac jakichkolwiek konstruktywnych dzialan. Przeciazenie wszystkich zmyslow - barwy, dzwieki, zapachy - wszystko to w skrajnych wymiarach, od blogiego zapachu kadzidel po owoce najbardziej fizjologicznych czynnosci. Teraz siedze w kafejce internetowej w himalajskiej wiosce Manali - punkcie wypadowym w rejony Ladakhu. Za brudnego okna majacza zielone jeszcze szczyty. Wszyscy cieszymy sie, ze udalo sie po dwoch dniach doslownie uciec z Delhi - konkretnie mieszkalismy w wasiej uliczce przy main bazar. Jakiekolwiek proby oddania klimatu tamtego miejsca sa calkowicie sdkazane na porazke. Zero turystow, jakichkolwiek sladow swiata, ktory znamy - za to czysty orient, tysiace ludzi kotlujacych sie w waskiej uliczce, krzyki, handel, mycie sie, zapachy dziwnych potraw... Z tym ostatnim mielismy spore zmartwienie. Jacek w pewnym momencie zasepil sie - jak my przezyjemy te dwa miesiace - wszystko to zas po wizycie w jednej z restauracji, gdzie dostalismy oslawiona masale. Zoladki tez maja totalnie inne - ale wlasnie o to nam chodzilo. Teraz trafilismy juz na potrawy, ktore bez watpienia nazwac mozna pysznymi - tak czy siak dezynfekujemy sie indyjska whisky za 200 rupii. Jak pisalem jestesmy wlasnie w Manali w himalajach - jechalismy tutaj okolo szesnastu godzin rzadowym autobusem - dla zainteresowanych koszt przejazdu 350 rupii. Genialne przezycie - nie dosc ze cala noc wymijaly nas barwne pakistanskie ciezarowki, to jeszcze oniryczne postoje pelne orientalnych klimatow - z potrawami i ...billbordem reklamujacym Piwo Okocim Palone. Manali inne jest od Delhi. Nie dosc, ze jest tu czysto to jeszcze miejscowi nie narzucaja sie w takim stopniu jak w stolicy. Magia. Warto bylo czekac - to jest totalnie inny swiat. Bylismy juz w Chinach i Mongolii ale tu jest totalnie inny swiat.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




